Mroźny wschód słońca z Trzech Koron

Od kilku dni synoptycy zapowiadali nadejście wyżu znad Rosji. Czekałem tylko na odpowiedni moment, i gdy dokładnie prześledziłem prognozy, postanowiłem ruszyć w plener w czwartkową noc (26/27.01). Do wyjazdu zgłosił się mój stały kumpel od nocnych wypraw w góry i koleżanka Anna – nowicjuszka jeśli chodzi o takie eskapady. Chcieliśmy się wybrać w jakieś wyższe miejsce, ale ze względu na ostatnie obfite opady śniegu, obawialiśmy się nieprzetartych szlaków i przedzierania w ciemnościach metrowych zasp. Jako cel wyprawy wybraliśmy mało oryginalne miejsce – Trzy Korony, gdzie z dużym prawdopodobieństwem spotkasz kogoś o wschodzie słońca. Pobutka o 1:20, wyjazd z domu o 2:15. Gwiazdy nad głowami więc humor dopisuje. W Krościenku, gdzie przyjechaliśmy o 3:50 okazało się, że niebo jest zasnute chmurami. Hmmm, no nic idziemy w górę! Jest kilkanaście stopni mrozu. Kumpel śmieje się, że ostatnio tak ciepło ubrany był jak wychodził na Mt.Blanca:) Im wyżej tym nadzieje na zobaczenie czegokolwiek ze szczytu nikną – chmury, chmury, chmury… Jednak na szczęście jakieś 10 minut przed zdobyciem Trzech Koron, zupełnie się rozwiewa i widzimy czyste niebo! Można było poczuć się jak na wyspie. Wyjazd bardzo udany, nie tylko fotograficznie:) Garść zdjęć poniżej.
Polecam klikać w zdjęcia – pokażą się w lepszej jakości.

powyżej zdjęcie naświetlane przez 30 sekund
















Advertisements